English Français Deutsch Espanol Italiano Russkij


Bractwo Rowerowe jest
częścią ogólnopolskiej sieci
"Miasta dla rowerów"

ZAMIAST 1000 SŁÓW



ZŁOTE MYŚLI oraz OBIETNICE RADOMSKICH URZĘDNIKÓW

"...Dopiero niedawno został uzupełniony - mówi Tatiana Bujanowska, dyrektor Miejskiej Pracowni Urbanistycznej. Ścieżka przy nowej Maratońskiej ma powstać jeszcze tego lata [2006]..."
Źródło: Gazeta Wyborcza 5 VII 2006

DROGI ROWEROWE W RADOMIU






Aktualności

12.IV.2005
Lepsza damka od górala. Mieszkańcy dużych miast nie chcą już jeździć na rowerach górskich. Teraz wybierają używane i niedrogie rowery miejskie.

Lepsza damka od górala

Warszawiacy nie chcą już jeździć na rowerach górskich. Teraz wybierają używane i niedrogie rowery miejskie.
Stare rowery mają solidną konstrukcję. Naprawdę. Góral się rozpadnie, a stara holenderka będzie dalej jeździć – mówi Arek Budziński, który odnawia rowery.
Niewielki sklepik i serwis rowerowy Arka Budzińskiego mieści się w piwnicy przy ulicy Nowowiejskiej. Ciężko tam trafić, w dodatku w pobliżu są trzy inne sklepy rowerowe. Jednak na brak ruchu Arek nie narzeka.

Przywrócić blask

– Mam cały zeszyt zamówień na rowery. Niektórzy na swoją wymarzoną holenderkę czekają nawet po kilka miesięcy – mówi właściciel sklepu. Arek Budziński sprowadza do Polski stare niemieckie, szwajcarskie i holenderskie rowery miejskie. Odnawia je, remontuje, przywraca im utracony blask, a później sprzedaje.
– Stare rowery mają fantastyczną konstrukcję i są o wiele bardziej wytrzymałe niż nowoczesny sprzęt – tłumaczy. – Jest na nie coraz większy popyt. Są oryginalne, niedrogie. Przez to, że wyglądają na stare, kupujący je ludzie mają nadzieję, że złodziej się na nie nie skusi.
Arek otworzył sklep i serwis dwa lata temu. Wtedy w Warszawie zaczęły się pojawiać pierwsze rowery miejskie sprowadzane z Niemiec i Holandii. Ściągali je przede wszystkim studenci, którzy zmęczeni tłokiem w autobusach, zdecydowali się na zmianę środka lokomocji.
Arek wspomina, jak w zeszłym roku 18-letni chłopak przyszedł na moment do serwisu. W sklepie zobaczył oryginalną, kilkudziesięcioletnią damkę Lady Rose. Uparł się, że wyjdzie ze sklepu dopiero z rowerem. Czekał tak długo, aż ojciec przyjechał po niego z pieniędzmi. Wydatek szybko się zwrócił, bo oryginalny rower przykuł uwagę reżysera teledysków. Za wypożyczenie Lady Rose na jeden dzień zdjęciowy chłopak dostał 500 zł, czyli tyle, ile zapłacił za rower.

Retro jest w modzie

– Coraz więcej osób kupuje rowery miejskie, zamiast popularnych do tej pory górali – mówi też Michał Jeger, sprzedawca w sklepie PKSnow przy al. Niepodległości. – Rower przestał być sprzętem dla zapalonych sportowców pokonujących dziennie dziesiątki kilometrów, a stał się środkiem lokomocji.
Sprzedawca podkreśla, że jeszcze kilka lat temu osoby, które jeździły po mieście kupowały wyłącznie górale. – Ale to jest niewygodne. Szerokie opony, zbędne w mieście, amortyzatory. Rower miejski powinien być sztywny, mieć wąskie opony, osłonę na łańcuch, żeby można było jeździć w każdym stroju i światła. Coraz więcej firm, które kiedyś koncentrowały się na rowerach sportowych, wprowadziło do swojego asortymentu rowery miejskie – wyjaśnia Michał Jeger.
Osoby, które nie chcą kupować nowych rowerów, wyciągają z piwnic stare składaczki. – Stać mnie na nowy rower, nawet na taki za kilka tysięcy. Ale wolę swojego starego składaka – mówi 31-letni Jerzy Bartnik, konsultant w renomowanej firmie handlowej. – Jeździłem na nim jeszcze w podstawówce, a jak byłem trochę starszy to ganiałem na nim za dziewczynami. Nie zmieniłbym go na żadne nowe cacko. Przede wszystkim mogę go postawić w każdym miejscu i mieć pewność, że kiedy wrócę, będzie na mnie czekał. Kto by chciał ukraść ręcznie malowanego, 25-letniego składaka?

Twarde jak stal

– Najstarszym rowerem jaki miałem w sklepie był ponad 50-letni rower z wyposażenia armii szwajcarskiej – opowiada Arek Budziński. – Konstrukcja tych rowerów nie zmieniła się od 1905 roku. To prawdziwy czołg. Ważył grubo ponad 20 kilogramów. Góral po zderzeniu z nim rozpadłby się na części. Sprzedałem go za 600 złotych. Trochę żałuję, bo kilka dni później kolekcjoner z Niemiec chciał dać mi za niego 500 euro.
Odnowienie jednego roweru zajmuje zwykle dzień lub dwa. Lecz niektórym modelom trzeba poświęcić nawet miesiąc. – Najgorzej jest z tymi, które wyciągnięto z holenderskich kanałów. Są zardzewiałe, trzeba je rozkręcić, wyczyścić i położyć nowy lakier. Problemem są również części – tłumaczy Arek Budziński.
W rowerze z klasą wszystko musi być oryginalne. Liczą się detale. Nowoczesne siodełko może zepsuć efekt, na który pracowało się kilka dni. Żeby mieć odpowiednie części, Arek rozkłada rowery, które są w najgorszym stanie. – Niektórych rowerów nie da się już naprawić, wtedy zostają „dawcami”. Wyciągamy z nich lampy, dzwonki, hamulce. Wszystko co jeszcze można uratować – mówi Arek.
Holenderki upodobały sobie kobiety. – Panie proszą przede wszystkim o zamontowanie koszyka z przodu, w którym można trzymać torebkę. Montujemy również foteliki dla najmłodszych rowerzystów – wylicza Michał Jeger ze sklepu PKSnow.

Źródło: Życie Warszawy EWELINA ZAMBRZYCKA





Książka 'Radom-Jerozolima. Pielgrzymka Bractwa Rowerowego' - już w sprzedaży >>>



Stojaki rowerowe



Znasz miejsce, gdzie warto postawić taki stojak?
Napisz do nas, pomożemy Ci przekonać dyrektora szkoły, banku czy właściciela kawiarni do zainwestowania w takie urządzenie.



Pomoc techniczna, cennik oraz zamówienia:
PPUH CHEMOREMONT sp. z o.o.
ul. Tokarska 3
26-600 Radom
tel. 606 393 718


CZY WIESZ ŻE ...

PONAD 90% HOLENDRÓW JEŹDZI REGULARNIE NA ROWERZE
czytaj więcej »





| bractwo | pisma | wyprawy bractwa | forum | turystyka | przyjazne miejsca | szprychy i linki | stojaki na rowery | kontakt |
| powrót do strony głównej | dodaj do ulubionych |